Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Marlena - wiersze wybrane

Najpiękniejsza i inne wiersze

 

 Najpiękniejsza

 

Kobieta najpiękniejsza

To kobieta święta

Kapłanka ogniska domowego

Zapala ogień

Podtrzymuje ogień

Chroni go

Ogień wiary

Ogień nadziei i miłości

Ogień spotkania

Ogień modlitwy

Stołu

I łoża

Błogosławiona

Posłuszna Bogu

Bogobojna

Zasłuchana

Wpatrzona w Niego

Przepełniona łaską

Inna

Wolna od grzechu

Różna od mężczyzny

Niosąca Boga światu

Niosąca Ducha światu

Niosąca Życie światu

Niosąca Radość światu

Niosąca Światłość światu

Niosąca Nadzieję światu

Niosąca Miłość światu

Troskliwa Matka

Tuląca w swych ramionach

każdego człowieka

Ciało niemowlęcia

I ciało martwego Syna

Anioł

Obmywający swymi łzami

Ból umierania

A w jej spojrzeniu

Niebo

 

 

Jestem skończona !

 

Jestem skończona

Od samego początku

Stwórca nadał mi konkretny kształt

Wytyczył granice mojego ciała

Jestem Jego świątynią

Ukończony dzban

Do którego Pan

Nalał nieskończone życie

Jestem wodą

Którą On w wino przemienia

Jestem chlebem

Który On w ciało przemienia

Jestem skończona

Ale trwam na wieki

Bo Bóg wypełnił moje granice

Moje kochane ciało

 Zmieścić się w nim nie mogę

To mam za słaby wzrok

To mam za krótką nogę

To sen mnie morzy

Kiedy pora wstawać

To gadam głupoty

Kiedy nie czas gadać

Moje kochane ciało

Granica bez końca

Nie boli lecz służy

Gdy patrzę na Ojca

 

Małżonek

Opiekun duszy

Ujarzmiciel ciała

Czuwa gdzieś z boku

Cichy obserwator

Ostoja

Kolumna mocna

By chronić mnie

Przed samą sobą

Zderzam się

Z jego spokojem

I wracam

Do siebie

Ja

Nieokiełznana

Emocjami szarpana

Kobieta

 

Wielkanoc Adama i Ewy

Oto On

Oto nadchodzi

Nasz Umiłowany

Nie zostawiłeś naszych dusz w Szeolu

Stwórco

Nie porzuciłeś nas na zawsze

Ojcze

Tęskniliśmy za Tobą, Przyjacielu

Marzyliśmy, byś znów przechadzał się

Blisko nas

W lekkim powiewie

Panie

Jak wtedy

W Raju

Pociągnij nas

Wyrwij nas

Obudź nas na wieki

Zbawicielu

I zabierz

Do Swojego Królestwa

Niech się już dłużej

W otchłani nicości

nie błąkamy

 

Na drodze do spotkania

Tylko ty

Tylko ja

Twarzą w twarz

Dobra wola

I tyyyyle zranień

I tyyyyle oczekiwań

 

Dom

Miejsce

Gdzie właśnie zwieźliśmy nasze klamoty

Rozstawiliśmy łóżka

Napaliliśmy w piecu

Nakryliśmy do stołu

Odmówiliśmy modlitwę dziękczynną

Za to

Co mamy

Dom

Tutaj się spotykamy

Doświadczamy swych granic

Podnosimy z upadków

Radujemy obecnością człowieka

Darem życia

Tu śpiewamy pieśni chwały

Tu umieramy

Pan właśnie tu

Przychodzi nas zbawiać

 

Macierzyństwo w pędzie

Ręce pełne roboty

Dzieci wiecznie nie dopieszczone

Chciałoby się dać więcej

Lepiej, ciekawiej

Inaczej

A tu sił nie starcza

Czasu nie starcza

Twórczej weny brak

Matka praczka, kucharka, sprzątaczka

Strażniczka ogniska domowego

Kolumna podtrzymująca dach świątyni

Szyja nadająca kierunek, smak

Wyrywa chwile dla siebie

Żeby chociaż ciało przyodziać w standard

Mądrość książek przemyka pod ciężkimi powiekami

Jedyną mądrością

Człowiek się staje

Jego życie

Jego śmierć

Jego zmartwychwstanie

 

Macierzyństwo

Daję i oddaję

Kawałek po kawałku siebie

Myśl po myśli

Wysiłek po wysiłku

Dzień po dniu

Krok po kroku

Słowo po słowie

Uśmiech po uśmiechu

Godzina po godzinie

Kropelka po kropelce

Tylko tyle

Nic więcej

 

Jestem czekaniem

Jestem tęsknotą

Jestem obumierającym ziarnem

Jestem jesienną słotą

Jestem drogą do drogi

Jestem gwiazdą na czarnym niebie

Jestem gdy Ty Jesteś

Nikim jestem bez Ciebie

 

Nieprzyjaciel

Rodzi się z mojej zazdrości

Zawiści

Niepewności

Pod jego spojrzeniem

Uginam się ja cały

Na obraz Boży stworzony

Ja niedoskonały

Nieprzyjaciel powstaje z piany

Na moich ustach

Które wyrzucają w świat

Mnóstwo ocen, rad

Sprawiają, że ja

Czuję się potem pusta

Nieprzyjaciel

Cichy porywacz

Mych marzeń niespełnionych

Szczęśliwy bohater

Autor natchniony

Konkwistador tego świata

Piękny jak bóg

Sprytny jak wróg

Nieprzyjaciel

Poczyna się we mnie

Z każdą złą myślą o sobie

Z brakiem miłości do siebie

Z brakiem wiary

Bo ku wolności

Wyswobodził nas Chrystus

 

Wybory

Głosują na pana z plakatu

Bo ma niebieskie oczy

I ładnie się uśmiecha

Głosują na panią elegancką

Bo świetnie przemawia

Głosują na pana iksińskiego

Bo ktoś powiedział

Że warto

Tylko na Ciebie Jezu

Nikt w ciemno nie zagłosuje

Ciebie trzeba poznać...

 

Droga krzyżowa

Bez nogi

Bez ręki

Bez włosów

Bez piersi

Z dzieckiem

Bez dziecka

Bez żony

Bez męża

Trwamy

Nie poddajemy się

Choć życie nas oszpeca

Rani

Okalecza

Z Jezusem pod krzyżem upadamy

I z Nim powstajemy

Dziękując za wszystkie Weroniki

Oraz Szymonów z Cyreny

Których na naszej drodze

Postawił Pan

Ufając

Że w końcu dojdziemy

Przez krzyż

Do Nieba

 

Pielgrzym

Powaliłeś mnie na kolana

Zatrzymałeś

W tym jednym

Jedynym miejscu na ziemi

Spotkanie

Przylgnęłam do mojego kamienia

I słucham i poję się echem

Słów Twoich

Sycę się blaskiem

Twojej obecności

Inni pielgrzymi wchodzą

Schodzą

Przechodzą

A ja już nigdzie

Nie pragnę iść

Nigdzie nie chcę się ruszyć

Tylko Ty

I ten kamień

Mój kamień

Tu mnie zdobyłeś

Panie

Tu mnie na wieki porwałeś

Pragnę tak trwać

Tak trwać

Tak

trwać

 

Gdzie jesteś, Rabbuni?...

 

Krzyż

tajemnica

gdzieś pod sercem złożona

ciśnie

ale nie miałaby sensu

inaczej

ta tajemnica

to pragnienie dobra

to modlitwa dobra

dla Ciebie

 

Marysiowe urodziny

zdziwionym okiem

przebiegam karty wiekowej historii

mojej historii

łączę fakty i wydarzenia w czasie

zachwycam się

kunsztem Bożego prowadzenia

zanurzam się we wspomnienia

których kiedyś tknąć nie chciałam

a teraz łatają

dziury mojej pamięci

tworząc całość

w którą owinął mnie Stwórca

jakby mapą życia

a ta mapa

utkana jak gobelin

z cieniutkich niteczek

znaczących chwil mojego bycia

przeniknięta tchnieniem Ducha

i kiedy tak analizuję i pojmuję

to uśmiech mi się robi od ucha do ucha

z radości

że Ty całe życie ze mną szedłeś

a ja właśnie teraz dochodzę do Ciebie

i serce me śpiewa Tobie

tańczy ciało

szczęście się ze mnie wylewa

dusza z miłości omdlewa

 

Umierasz

gdzieś na łożu szpitalnym

na końcu świata

a ja pędzę przez miasto

by zdążyć

wyznać Ci to

czego Ci nigdy nie mówiłam

nie możesz odejść

i zostawić mnie z tymi słowami

chcę byś wiedział

że Cię kocham

że Ci przebaczam

chce też powiedzieć przepraszam

chcę też od Ciebie usłyszeć

słowa pojednania

tatoooooooo

nie odchodź jeszcze

zaczekaj

 

W szpitalu życia

człowiek zostaje

ze swoim bólem

ze swoim cierpieniem

sam

zostaje sam

ze swoim ciałem

nad którym nie ma panowania

ciałem obolałym, chorym, zmaltretowanym

zostaje sam

z informacją o swoim stanie zdrowia

albo z brakiem takiej informacji

zostaje sam

ze swoim upokorzeniem

rozpięty na łożu dogorywania

jak na ramionach krzyża

zostaje sam ze swoim krzykiem

ulgę może mu przynieść jedynie jego kolej

w rozkładzie dnia

szpital

miejsce spotkania

dla niektórych

po raz pierwszy ze swym ciałem

ze swą duszą

ze swoją samotnością

miejsce spotkania z rodziną

która nigdy nie ma czasu

miejsce spotkania z ostatecznością

stanięcie z prawdą twarzą w twarz

stanięcie ze śmiercią twarzą w twarz

szpital

czas zatrzymania

 

Starość

patrzę na swe zmęczone, styrane ciało

przed chwilą było piękne i zdrowe

tak nagle się zepsuło

odeszło ode mnie

obcym jakby się stało

choć jeszcze się razem trzymamy

to prawie już nad nim nie panuję

rozchodzimy się powoli

w różne strony świata

ono w dół

ja w górę

spotkamy się pewnego razu

jak już nie będzie śmierci

ni czasu

 

Umieranie ojca...

zdziwienie

niesamowite zdziwienie mnie ogarnia

że ten pełen mocy niegdyś

pewności siebie

mocno stojący na nogach

ten, który budził lęk i podziw

ten, który zdobywał świat

i dawał   poczucie bezpieczeństwa

skurczył się tak nagle

skruszał, upadł

otulił zgodą na umieranie

owinięty cierniową koroną

trwa w bólu

jest oczekiwaniem

rozłożony na drzewie krzyża

jeszcze nie wie

co dalej

jest przeczuwaniem

pełnym nadziei

 

Pod Krzyżem

tylu ich stało

a nie usłyszeli

szydzili, kpili

na ostatnią próbę wystawiali

nie pojęli

a Jezus

właśnie wtedy

powierzył Maryi i Janowi

najgłębszy sekret miłości

kobiety i mężczyzny

ona na zawsze została Matką

a on zabiera kobietę do siebie

na zawsze

 

Modlitwa małego chłopca

czekam na Ciebie, Tato

od wczoraj

od rana

od zawsze

chcę z Tobą świat poznawać

a nie tylko udawać

że go znam

chcę z Tobą wojować

Ciebie naśladować

a nie wciąż walczyć sam

chcę z Tobą pogadać

dyskutować, dywagować

chcę by moi koledzy

zazdrościli nam

chcę być przy Tobie

na zawsze

i tak też pragnę

byś Ty przy mnie był...

 

Zwyciężaj

Jezu

Królu Życia

wejdź do mego serca

i rozbij na drobne kawałeczki

lód moich lęków

szybę

która dzieli życie od śmierci

przez którą nie daję rady się przebić

gdyż mnie paraliżuje lęk

Jezu

chcę byś we mnie zwyciężył

abym zaczęła żyć pełnią życia

w wolności dziecka Bożego

Twojego dziecka

 

Rabbuni

i co teraz z nami będzie

odszedłeś a przecież obiecałeś być

zabrali Ciebie

nie ma Cię

pustka w grobie mego istnienia

nic sensu już nie ma

ciemno, zimno, smutek, żal

rozpacz nie do zniesienia

Czemu nie umarłam razem z Tobą?...

Czemu mnie ze Sobą nie wziąłeś?...

Czuję się opuszczona

Bez Ciebie nic nie znaczę

To wszystko miało być inaczej...

Czy kiedyś Cię jeszcze spotkam, zobaczę?...

Kocham Cię, kochałam...

Potrzebuje Cię, potrzebowałam...

Rabbuni, gdzie jesteś?!!!.....

Ty musisz gdzieś być!

 

Zaślubieni

do pie ro przysz li do zdro ju

świa tłoś cią się na peł ni li

małżonkowie świeżo upieczeni

pełne ognia świetliki Pana

oby im tego światła starczyło

do świtania śmierci

do poranka zmartwychwstania

 

Znalazłam

W mej wędrówce przez ciemność świata

w przedzieraniu się nie bez lęku przez zarośla

po kolana w śniegu brnę

z ogniem w sercu biegnąc by zdążyć na czas

zatrzymałam się na przestrzeni

pod granatem nieba

taka malutka

w bezkresie bieli

cała Twoja

na tej polanie chleba

okrzyk zachwytu

rozdarł me serce

pragnienie wolności

by być gdzie Wielki Wódz

by być bliżej Ciebie

podniosłam ręce

a słowa modlitwy

błogosławił mróz

każdy mój krok, Panie

jaki widoczny na tej polanie

jaki znaczący w historii zbawienia

w drogę do Ciebie

powoli się zamienia

Twoje wołanie

to moje powołanie

Pod rozgwieżdżonym niebem

przywarłam do Ciebie

 

 

Ikona

Na początku było Słowo

jak iskra

padło w me serce

jak ziarno

na żyzną glebę

i porwało mnie

uniosło

nadało sens

zachwyciło

mną się stało

i zatrzymało

Wpatrzona w Jego Oblicze

przenikam głębię istnienia

poznaję kreska po kresce

to, co widzimy

jakby w zwierciadle

niejasno

to, co mamy poznać

twarzą w Twarz

Odkrywam tajemnicę

wydobywam ją z ciemności sankiru

rozświetlam

światłem Ducha Świętego

powstaję w raz z nią

ja staję się ikoną

a ona staje się mną

i wodzi za mną wzrokiem

a ja oczu

oderwać od niej nie mogę

trwam zanurzona

w Boskim Obliczu

Mandylionu

Pantokreatora

Dobrego Pasterza

w desce

która ma moc zatrzymania

która przenika

mą szarą codzienność

uczy trwać przy tym

co najważniejsze

Zasypiam z Tobą

pod powiekami

Oblicze Pana

Przenikaj moje życie

i mój sen

Mistrzu Niepojęty

Rozpraszający ciemności

po Trzykroć Święty

 

Poczęta w słabości

 

Polska w żałobie

Polacy

naród w drodze

naród po świecie porozrzucany

naród rozdarty kamienowany

naród co utracił

tylu wybitnych braci

naród co wyrusza z Gniezna

w drogę do Nieba

co składa ofiarę z najlepszego chleba

i by jej owoce objawiły się światu

spaść musi na ziemię

jak orzeł trafiony w locie

a jego biel w locie zbrukana

pozostawia za sobą na wieczną pamiątkę

pas biało-czerwony

a z tego polskiego serca

wybiegają ku światu

dwa promienie

miłosierdzia

 

Grzech

skłonność do grzechu

jak czarna dziura w mojej duszy

dowód spaczenia przez ludzi tego świata

rana po grzechu pierworodnym

to lepka pokusa

budząca skryte żądze

do której wpada się jak mucha w sieć

pragnienie grzechu

to zastępcze pragnienie miłości

czegoś, czego mi brak

czegoś, co trudno zdobyć ot tak

budzi lęk i ekscytacje

budzi serca palpitacje

wygląda na to, że ma smak

a po grzechu

człowiek wrak

 

Miłość wiosenna

to obecność

słodka jak zapach maciejki o zmierzchu

to dotyk

rozgrzewający jak nalewka babuni

to słowo

rosnące jak grzyby po deszczu

to spojrzenie ojca

co dziecię swe do piersi tuli

 

Przed Tobą

w zasięgu Twego wzroku ZAWSZE

ja poznaję Ciebie całe życie

uczę się Ciebie

bo wierzę

że prowadzisz do wolności

wzrusza mnie i krepuje Twoja czułość

Twoja delikatność

pragnę jej

i uciekam przed nią

wstydzę się jej potrzebować

wstydzę się być żebrakiem

przed żebrakami ludzie uciekają

a Ty

stoisz pod drzwiami

skąpany w blasku słońca

kołaczesz

nie mogę Ci otworzyć

bo Ty przyszedłeś mnie dotknąć

a ja nie umiem być dotykana

moje ciało jak serce z kamienia

niby nie do rozbicia

a trzęsie się ze strachu

ale wejdź

Ty Który Jesteś

Ty Który przyszedłeś

wejdź

bo ja chcę rozmawiać

bo ja chcę z Tobą wieczerzać

bo ja chcę Cię poznawać

pragnę żyć pełnią życia

 

Twoje ojcowanie

przedzieram się przez ścieżki mojego życia

Ojcze

by podziękować Ci

za Twą obecność

Twoje czuwanie

nad każdym moim krokiem

za Twoją mądrość

Twoje zatroskanie

o moje życie

i dojrzewanie

dziękuję Ci za osoby

aniołów Twych, posłańców

co za rękę

do źródła mnie prowadzą

dziękuję za wydarzenia

sytuacje, chwile

co uchroniły mnie od złego

i pozwoliły zostawić niewolę w tyle

dziękuję za ogrom doświadczenia

talenty, dary

którym mogę służyć

z Tobą bez miary

dziękuję za to, że od początku

o godność walczyłeś

że o nią dbałeś

że mi przywróciłeś

i mi obiecałeś

 

 Święta Matka

pokorna służebnica

oddana Stwórcy

ziemia rodząca owoce

pełna krasy

piękna, nadziei i zachwytu

tajemnica wielka

osiągalna tylko dla tych

co z Boga się narodzili

matka

jałowa pustynia

którą codziennie przemierzają

gromady dromaderów

pustynia piachu

mielącego się pod stopami

monotonia ale nie agonia

to droga zaufania

droga wiary

że ten bezkres

prowadzi do wielkich rzeczy

matka

oaza pokoju

można tak zasiąść w jej cieniu

i trwać w pierwotnym przebudzeniu

kontemplując historię życia

z jej oblicza

albo zanurzyć się w strumieniu odpocznienia

wpatrując się godzinami

jak obmywa twe stopy

rześkim nurtem swej troski

matka

karmicielka, żywicielka

słowo pokrzepienia

otwarta dłoń

dla spragnionych

wtulam się w jej pierś jak dziecię

szukające ukojenia

matka

taka prosta w zaufaniu

taka wierna i czysta

nie ma nic do ukrycia

przychodzę do niej

by mnie naprowadziła

na sens i pełnię życia

 

Bezsenność

odmierzam ciężar chwil minionego dnia

jak ofiarę

składaną na niedzielna tacę

i patrzę

że od tego ciężaru

moje ciało biednieje

ja zaś się bogacę

i widzę jak ten ciężar

w krzyż się zamienia

i już nie szukam sobie kamienia

by wymierzać innym sprawiedliwość

siadam przy stole

i łupię orzechy

a ich trzask

budzi mnie do snu

nadaje oczom blask

 

Przebaczam

bo nie chcę

by Twój grzech

zatrzymywał mnie

na drodze do Pana

przebaczam

bo chcę być wolna

szczęśliwa

i wyspana

przebaczam

nie chcę walczyć

czekam

gniew mój minie

bo kto mieczem wojuje

ten od miecza ginie

 

 Człowiek

przenikasz i znasz mnie, kochanie

ty wiesz

kiedy siadam i wstaję

radujesz się razem ze mną

i wraz ze mną płaczesz

kopiesz gdy się denerwuję

a gdy się śmieję

skaczesz

jesteś ze mną od zawsze

bo wszystko co moje

do ciebie należy

moje ciało

twym domem się stało

moje emocje

z mym mlekiem wysysasz

moje przeżycia

jak gąbka wchłaniasz

napełniasz się

historią mojego życia

i nie tabulą razą

na świat przychodzisz

lecz zadrukowaną tablicą

którą dopełnią lata

tablicą historii stawania się i dojrzewania

gdzie początkiem był Adam

a końcem Twój Tata

a przyczyną poznania

tajemnica zwiastowania

 

 

grudzień 2010

 

 

Facebook
Joomla templates by a4joomla
fot. marfis75 / flickr.com