Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Wiersze Marleny - Z Egiptu

Z Egiptu

 

Egipt

To moje ciało

Z całym moim myśleniem

Moim reagowaniem

Z zadrukowaniem mojego życia

Przez konkretne doświadczenia i przeżycia

mój Egipt jest jak dzban

który ciężko opuścić, porzucić

z lęku przed śmiercią

z lęku

że można się rozlać

i wsiąknąć w ziemię

i już nigdy nie wrócić

i stać się nikim

albo stać się wszystkim dla wszystkich

Panie

Który zamieniasz dobre na lepsze

Rozbij mój Egipt

Nie chcę już dłużej

Dusić się w niewoli

Ty Jesteś moim Powietrzem

 

Godzina Miłosierdzia

W godzinie Twej agonii, Jezu

Klęczeliśmy pod krzyżem

Tuląc się do niego

I trzymając się za ręce

My – takie nędzne łotry

Proch marny

Słabi jak trawa na wietrze

Puści jak nadmuchane balony

Żądni krwi i nienawiści

Co po raz pierwszy

zdaliśmy sobie sprawę

Że dłużej już nie możemy

Odgrywać bogów

Bo Bogiem

Jesteś tylko Ty

Co oddajesz życie za nas

Kto chce być największy

Niech będzie sługą wszystkich

A w naszych ranach

Jest nasze zdrowie

Daj nam zobaczyć nasze rany, Panie

Nam, którzy przed Prawdą

Zamykamy oczy

Zanurz nas w wodzie Twego Miłosierdzia

Byśmy mieli pragnienie wybaczyć

Czyli pojąć cudze rany

Albo je po prostu przyjąć

I ulitować się

Nad naszymi braćmi i siostrami

 

Przejście

Niepojęte jak człowiek

Odchodzi z tego świata

Jak do wieczności przechodzi

Odziany w to

W czym się narodził

Tylko trochę zniszczone

To pierwotne odzienie

Za to ozdobione marzeniem

Ciało

Kawał drogi uszło z nami

Tyle doświadczeń

tyle przeżyć

a teraz nieruchome leży

jakby po tej ziemskiej wędrówce

odpoczywało

Tymczasem dusza

w ciele dotychczas więziona

z radością ku Niebu uchodzi

uwolniona na Bożą chwałę

Aniołowie

co czekacie na nas

u wezgłowia śmierci

dziękujemy za Waszą troskliwą opiekę

za Wasze czuwanie

za uścisk ręki przy tym przejściu

ze śmierci do życia

za czułe w oczy wpatrywanie

za uśmiech szczęścia

którym nas porywacie do Raju

na miłości rydwanie

 

Halo, Babciu?...

Chcę do Ciebie zadzwonić

Wykręcam numer

I nagle przystaję

Zatrzymuję się

Sprawę sobie zdaję

Że Ciebie już między nami nie ma

Że zasnęłaś na wieki

Odeszłaś przed Oblicze Pana

Taka dostojna

Na chabrowo ubrana

Jak dama

Jak to jest

Że kilka dni temu jeszcze zadawałaś pytania

Rozmawialiśmy, wspominaliśmy

Twą dłoń w mych dłoniach trzymałem

Kochana…

A dziś i Ty wspomnieniem się stajesz

Coś we mnie Twojego na zawsze zostaje

Choć czasem jeszcze odruchowo

Twój numer wykręcam od niechcenia

I bierze mnie cholera

Że nikt nie odbiera…

 

Kobiety

Piękne i młode

Mądre i zdrowe

Szybkie i uśmiechnięte

Silne i inteligentne

Wszystkie się z czasem starzejemy

W latach posuwamy

Zmarszczek nabywamy

Dla świata nikniemy, słabniemy

I w bólu giniemy

Szpital

Zderzenie młodości ze starością

Miejsce zatrzymania

Docenienia tego co się ma

Wpatruję się w twarze

Twarze jak ołtarze

W zagłębieniach których złożony

Trud istnienia

Radosne

Co cieszą się tym co mają

Co ból ciała w ofierze składają

Co swą samotność Bogu oddają

Co mimo trudu nie narzekają

Co z miłością w sercu zasypiają

 

Boże Ciało

Jak gąbka wchłania mój grzech

Rozpościera się na mym sercu

Czyniąc je na nowo łagodnym

Jak plaster naklejony na sączącą ranę

Boże Ciało

Ciało Pokoju i Pojednania

Zbawia nas

Przy każdym łamaniu Chleba

 

Spoczynek w Duchu Świętym

Tak prosto

Bez zbędnych słów i rytuałów

W pełnym zaufaniu Tobie

W pełnym oddaniu

Otwieram się na łaskę

Co wlewa się w me serce

Przez Twoje ciepłe dłonie

Przez twoje namaszczone ręce

Ruah

Nie siłą, nie mocą naszą

I nic już nie jest ważniejsze od Ciebie

I ciało odpocznieniem się staje

A ja spoczywam w twych rękach

w-niebo-wzięta

 

Pełnia

Boże, w Którym jest cała pełnia

Cała świętość

Ojciec i Syn i Duch

Tu i teraz wyznaję

Że tylko Ty jesteś moim Panem

A ziemia, na której stoję

Świętą się staje

Z mocą gwałtownego wiatru

Przyszedłeś Duchu Święty

By wlać w me usta te słowa

A w serce łaskę wiary

Niespokojne było me serce

Bez Ciebie

Bez Twojego tchnienia

Jak ożywczy deszcz

Zanurzasz mnie teraz

W wodzie Twego miłosierdzia

I pragnę jeszcze

I się wewnątrz palę

Nie jestem w stanie

Nie ginąć za wiarę

Nie jestem w stanie siedzieć

Biegnę

Biegnę w myślach

Jak ciałem nie mogę

Dusza mi się wyrywa

Chcę wykrzyczeć, wyśpiewać

Że Jesteś

Ciało me omdlewa

Z tęsknoty za Tobą

Pragnę być bliżej

Choć Twa bliskość spala

Jak ogień

A me ciało

Nie wytrzymuje długo tego spalania

Kiedy wreszcie będę bez ciała

By móc na wieki

Płonąć w Tobie

Odwieczna Miłości?...

 

                                                        Marlena Rowińska

 

                                                        Leśna Chata, lipiec 2013

Facebook
Joomla templates by a4joomla
fot. marfis75 / flickr.com