Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Wiersze Marleny - Camino

Camino

 

Madryd

Imperialna stolica

tłum ludzi

beton i ogrody

kwiaty i woda

każdy skrawek ziemi zagospodarowany

balkony, rzeźby, ozdobione okna, łuki, fontanny, pomniki, fasady

nowe wkomponowane w stare

piękne, zapierające dech w piersiach

albo surowe i dostojne

ale nie ma w tym przesady

idąc na przód nie można nie oglądać się za siebie

bo stracić można niezwykłe ujęcia

kompozycje światła, kształtów i kolorów

widok zmienia się z każdym krokiem

Siesta

sklepy zamknięte w środku dnia

w największym skwarze

za to bar na barze

stoliki na chodnikach

chocolate con churros (gorąca czekolada z podłużnymi ciasteczkami)

café con leche (kawa z mlekiem)

zumo de naranja (sok pomarańczowy)

i park Retiro

chwila zatrzymania w pędzie

między jednym a drugim muzeum

piknik na trawie

komu udało się wcześniej zakupić dojrzałe avocado,

miękkie mango czy pękające melony

ten szczęśliwy

Palacio Real

El rey Juan Carlos (król)

La reina doña Sofia de España (królowa)

Museo del Prado

Po osiemnastej bez płacenia

Kilometrowa kolejka rozpływa się w wielkich salach

Obrazy znane z podręczników można połykać oczami

Nasycać się ich barwami

Obywać z malarzami

Rubens, Velazquez, Goya, Fra Angelico, Zurbaran, Caravaggio,

Marillo, Tacyt

Tyle historii

Tyle majątku

W jednym zakątku

Oby nie dostać oczopląsu

Historia od starożytności

Bogowie czterech stron świata

Ludzie z każdego zakątka globu

Mieszanka taka

Że można przysiąść na ławce

Na Placu Słońca

I obserwować ten ruch bez końca

 

La Catedral de la Virgen de la Almudena

(Katedra Almudeny – patronki miasta)

Dostojna, surowa, wielka, przestronna, całkiem nowa

Wyrosła u zbiegu ruchliwych ulic

Z pięknym widokiem na niziny

Tuż u wrót Pałacu Królów

W samym centrum hałasu i zgiełku

Dom

A w nim

Doświadczenie walki dobra ze złem

Pokoju z pokusą

Wytrwałości ze zmęczeniem

Wiary z obojętnością

Pustki z wewnętrzną radością

Rozproszenia ze spełnieniem

Wewnętrznej ciszy z rozdarciem

Choroby nabywania z ubóstwem serca

Biedy z rozrzutnością

Braku szacunku ze skromnością

La Catedral

Serce miasta

Serce bijące życiem

Kontra miasto tętniące hedonizmem

La Catedral

Zaproszenie dla tych

Co tak publicznie za bezcen

Oferują swe półnagie ciała

Dla tych co dotąd nie znaleźli sensu

Dla tych, co żyją z dnia na dzień

Dla tych, co szukają przygody

Dla zagubionych, pustych, zgnębionych

Dla rozpędzonych, smutnych, bez nadziei

Szukających ratunku, starych i młodych

Co szukają życia w mieście

La Catedral

Zaproszenie do chłodu lekkiego powiewu w upalne popołudnie

I do niezwykłego spotkania w pustyni miasta

Z Miłością Odwieczną

 

Zaproszenie

Camino de Santiago

Jest jakby zaproszeniem do zatrzymania się w drodze

Ze sobą samym

Przed Panem chwały

Jest zaproszeniem do walki duchowej

Do nieustannego ścierania się mojego ja

Jest drogą wzlotów i upadków

Oschłości i poruszeń

Jest czasem stawania na duchowe nogi

Choć ciało siły traci

Jest czasem ogołacania siebie

Ze wszystkiego co naprawdę w życiu nie jest potrzebne

I z tego co tylko potrzebnym się zdaje

Jest czasem łaski

W którym widzimy jaśniej

Co ma sens

I którędy dalej

I że na tę drogę

Nie potrzeba nam wcale

Siedmiu par skarpet zabierać

Bo im więcej ze sobą mamy

Tym trudniej

przez Ucho Igielne będzie się przedzierać

 

Pielgrzym

To ktoś inny

Ktoś szukający

Ktoś zaproszony przez Pana

Idzie we własnym kierunku

Nie tam gdzie go oczy poniosą

Lecz tam gdzie jego dusza gra

Skupiony na drodze

Maszeruje w rytm modlitwy, różańca

Choć delektuje się każdym krokiem

Śpiewem ptaków

Zapachem wiosny

I zaprasza wiatr do tańca

Nie myśli o tym

Czy zdąży sobie zająć

Najlepsze łóżko w albergue (noclegownia z wieloma łóżkami w kilku salach)

Dobrze zjeść

Czy wykąpać się w ciepłej wodzie

Pielgrzym ufa

Że co będzie mu dane

To właśnie dla niego

Przygotował Pan

Na tę chwilę

Na ten dzień

Pielgrzym raduje się każdą godziną

Dziękuje za to, co ma

Za to, co jest

Zanurzając się w niezmierzone Królestwo

I błogosławiąc napotkaną rzeczywistość

Wszystkich ludzi i każdy czas

Dany tu na ziemi od Ojca

Bycie pielgrzymem to etap

na drodze człowieka do Boga

Pielgrzym to Ty i ja

 

Caminos

Czyli drogi do Santiago

Bardziej i mniej znane

Camino Francés

Camino del Norte

Camino Primitivo

Camino Inglés

Camino Portugués

Camino de Fisterra

Vía de la Plata

Zacząć już można z Lublina, Medyki, Siedlec czy Suwałk

Wiją się przecinając Europę

Pajęczyną dróżek

Powiodą nas do celu oznaczenia

Żółte strzałki na murze

Muszle świętego Jakuba

Na słupkach i chodnikach

Malutkie sklepiki

Na zadaszonych stołach pod płotami domów

Zagubione kapelusze

Gdzieniegdzie porzucone przedarte buty

I ślady tych

Co przed nami

Znaczą szlak kijkami

Oraz bukieciki kwiatków

Zostawione przez Ulę

Abyś uradował się

Że szła tędy przed Tobą

I dała radę

 

Camino Primitivo

Prosto i sielsko

Wije się czerwonymi wąwozami

Mosteczkami i rzeczkami

Wśród zieleni pól

Zapachu krów

Wśród lasów eukaliptusowych

Gdzie dobrze sobie pełną piersią odetchnąć

Przecina stare wioski z kamienia

Gdzie małe pozamykane kościółki

Z dużymi dzwonami

Widocznymi z daleka

Mówią o dawnej religijnej świetności

Bo teraz nikt już na te dzwony nie czeka

Żywej duszy pod kościołem nie ma

Camino Primitivo (szlak pierwszy, pierwotny)

To powrót do przeszłości

Do prostoty

Do wiary

To zatrzymanie

Z kubkiem pełnym wody

Z sercem pałającym

I z Panem samym

 

Camino Francés

Hola

Buen Camino

Buenos Días

Słowa które tu każdy pielgrzym zna

Czy Polak, czy Szkot, Hiszpan czy Rosjanin

Choć tłumnie idziemy

Każdy tu swoje camino ma

 

Mantra pielgrzyma

W Nim bowiem żyjemy

Poruszamy się

I jesteśmy

W Nim

W Nim bowiem żyjemy

Poruszamy się

I jesteśmy

W Nim

W Nim bowiem żyjemy

Poruszamy się

I jesteśmy

W Nim …

 

Santiago de Compostella

Czyli Święty Jakub z pola gwiazd

Ze świecącego pola

Apostoł Jezusa samego

Tu, na końcu świata

Finis Terra (urwisty półwysep Koniec Świata nad oceanem Atlantyckim)

Czyli dawny koniec Świata

Ale nie koniec naszej drogi

Do Ojca

 

Miasto Santiago

Miasto oddychające oceanem

A na rogatkach brama przejścia

Wotum dla tych, co przed nami tu przechodzili

Co wyryci w kamieniu są zachętą wielu

Św. Jan Paweł II, święta Brygida, Dante Alighieri,

Hildegarda von Bingen, Jan Sobieski

Książeczka z pieczątkami już przygotowana (Credencial)

Będę następna udokumentowana

Dostanę Compostellę

Pod biurem pielgrzyma kolejka olbrzymia

A zza szyb zerka

Niczym różowa peruka

Ośmiornica po galicyjsku

Czyli pulpa gallega

Kraby, raki i skorupiaki

bar, kawiarnia i dewocjonalia

bar, kawiarnia i dewocjonalia

Oczywiście katedra w centrum tego wszystkiego

Ale katedra nie jako dom odpoczynku

Nie jako dom modlitwy

Nawet nie jako chwila zatrzymania

Bo tłum zewsząd napiera

To katedra spotkania

Z apostołem naszego Pana

I katedra przejścia

Na drugą stronę

Albo przejścia w czasie zwiedzania

Albo przejścia ze statusu pielgrzyma czynnego

Do statusu pielgrzyma spełnionego

Albo przejścia procesji dziękczynnej, paschalnej czy pokutnej

W rytmach żałobno-bojowych

W kapturach Ku Klux Klanu

Przez plac Obradoiro

Niczym chrześcijańska bajka

W skupieniu

Jakiego się nie znajdzie

W kilometra promieniu

Liturgia Wielkiego Piątku

A biskup turystów nie każe wypraszać

Pod murami zespoły, zabawy

A w knajpkach tłumy gapiów

Klaskaniem mających obrzękłe prawice

 

Piedras

Jak sobie sam nie wybierzesz na początku drogi

To potem ci wpadają pod nogi

Albo na słupkach z muszlą czekają

O intencjach przypominają

Małe i większe

Kamyki intencje

Nie ważne jakiej wielkości wsadzisz do plecaka

I tak ważą tonę

I podobno przynoszą dobre owoce

Warto ponieść

Innych na drugą stronę

Tu, w Santiago meta

Koniec dźwigania

W tym całym zamieszaniu

Kamyki stają się mało istotne

Przypominają o sobie

Gdy nagle pod łóżko wypadają

Kto ich wcześniej nie zrzucił

Teraz się łatwo nie pozbędzie

Trzeba je gdzieś nabożnie pochować

Pod kwiaty, ławki w parku Ferradura

I wierzyć

Że ten wysiłek miał sens

Że obolałe ciało nie cierpiało na marne

Że te małe kamyki

Przyniosą kiedyś owoc

Jak ziarnko gorczycy

Jak nie w innych

To przynajmniej w nas

 

Marlena Rowińska, abril, AD 2014

 

Facebook
Joomla templates by a4joomla
fot. marfis75 / flickr.com